Bunkier jest olbrzymi, największy w Polsce, stoi w gęstym dębowym lesie. W czasie wojny było to miejsce, z którego hitlerowscy generałowie wydawali rozkazy dowódcom frontów. Obecnie jest to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc w kraju.
Seria niewyjaśnionych zagadek
Schron położony jest w Konewce w pobliżu miejscowości Spała i Tomaszowa Mazowieckiego - wokół największe w środkowej Polsce kompleksy leśne; droga do bunkra wiedzie wśród wiekowych sosen i dębów ( godzina jazdy od odśnieżanie dachów łódź). Wszędzie cień, miejscami półmrok, pada drobny deszcz, który sprawia, że atmosfera wokół bunkra jest niesamowita i niepokojąca. Skryty wśród drzew bunkier nie robi początkowo wielkiego wrażenia, dopiero gdy próbuję go obejść, widzę jaki jest wielki - 380 metrów długości, ogromna góra betonu, mieścił się w nim pociąg złożony z siedemnastu wagonów. W środku półmrok, na ścianach słabe sodowe lampy rzucające upiorne światło na deski podłogi. Widać cienie kilku osób. Wydłużone i nieludzkie. Przy wejściu gra radio - staroświecki odbiornik, który na pewno pamięta spacerujących tu niemieckich generałów, z głośnika płyną dźwięki popularnych w latach czterdziestych piosenek. Radio gra cicho.
Z półmroku wyłania się postać obecnego opiekuna bunkra - badacza wojskowej architektury i historyka amatora - pana Juliusza Szymańskiego. Wchodzimy do środka, trzymając w rękach rzucające mocne światło punktowe latarki. Przy wejściu pan Szymański zaaranżował coś w rodzaju wystawy - dwie wnęki, a w nich hełmy, broń, resztki wojskowego wyposażenia. - Wszystko zostało znalezione w pobliżu bunkra - mówi Juliusz Szymański. W miarę, jak zagłębiamy się w półmroku, robi się coraz chłodniej, prowadzę ze sobą psa, sympatycznego i odważnego kundla. Wnętrze budowli robi wrażenie, nie jest to jednak wrażenie czegoś nadnaturalnego, po prostu ogromny schron zbudowany z wielkim rozmachem i znajomością wojskowej inżynierii. Wszystko jest normalne, przynajmniej do chwili, gdy dochodzimy do połowy długości schronu. Niepokój najpierw udziela się psu - zwierzę piszczy, szoruje brzuchem po ziemi i ciągnie mnie w stronę światła, do wyjścia. Skracam smycz i wlokę psa za sobą. Dochodzimy do krańcowej ściany, coś ociera mi się o twarz, cofam, gwałtownie głowę. - To tylko nietoperz - mówi pan Szymański - mamy tu największą w środkowej Polsce kolonię nietoperzy. Przyjmuję to wyjaśnienie, ale dziwne wrażenie pozostaje. -Staram się przyjmować sensacyjne informacje dotyczące schronu ze spokojem - mówi Juliusz Szymański - zdarzają się jednak takie przypadki, że spokój pryska. Przyjechało tu kiedyś, niezależnie od siebie, dwóch radiestetów, nie znali się i nie mogli się umówić przed tym, co się wydarzyło. Przyjechali zresztą w innych terminach - różnica mniej więcej dwóch tygodni. Obydwaj zemdleli w tym samym miejscu, tu gdzie teraz stoimy, przed krańcową ścianą. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ci ludzie nie widzieli się wcześniej na oczy. Był jeszcze inny przypadek; gościłem niedawno kilku angielskich turystów, zrobili sobie standardową fotografię przed jedną z wystaw wewnątrz bunkra. Dzwonili do mnie niedawno, że wokół głów na zdjęciu widoczna jest świetlista aura. Z tym miejscem wiąże się wiele zagadek, które mają całkowicie przyziemne konotacje i dają się wyjaśnić zwykłą logiką. Zdarzają się jednak i inne mniej „standardowe” przypadki. Głos Juliusza Szymańskiego odbija się od betonowych ścian bunkra i rozbrzmiewa wokół dziwnym echem. Nagle uświadamiam sobie, że prócz głosu mojego przewodnika słyszę coś jeszcze! Radio! Stare niemieckie radio gra cichutko frontową piosenkę „Lili Marlene“, a ja słyszę to z odległości 380 metrów! -Widzę, że i pan zwrócił uwagę na wspaniałą akustykę - mówi mój przewodnik. - To jeszcze nie wszystko. W bunkrze mamy stałą temperaturę powietrza, latem plus dwanaście stopni, a zimą plus sześć. Zapewniam pana, że nie ogrzewam tej ogromnej budowli.
Czy ukryto tu bursztynową komnatę?
-Byłbym ostrożny, jeśli chodzi o dotyczące bunkra sensacje natury "popularnej" - mówi Juliusz Szymański. Znam dobrze historię bunkra i wiem, że lepiej nie ulegać tego rodzaju sugestiom, na pewno nie w tym przypadku. To, co jest w tym schronie obecnie najbardziej interesujące, to zagadka podziemi. Chodzi o to, czy pod bunkrem są jeszcze jakieś korytarze, czy ich nie ma. Mam przeczucie, że coś tam jednak jest, choć wielu specjalistów twierdzi, że to niemożliwe. W niedalekiej przyszłości zamierzam dokładnie zbadać tę sprawę, na razie wolałbym nie ujawniać szczegółów. O tym, co znajduje się w podziemiach jednego z największych bunkrów w Polsce możemy dowiedzieć się wkrótce. Na razie nie ustają spekulacje dotyczące przeznaczenia i tajemnic tej budowli. -Wszyscy oczekują, że ten wielki kolejowy schron odsłoni swoje tajemnice - mówi Juliusz Szymański - ja wolę jednak powściągnąć emocje, przynajmniej na razie. Prawdziwe odkrycia mają wtedy zupełnie inny smak. Najłatwiej do bunkra w Konewce niedaleko Spały dojechać z Grójca - trzeba kierować się na Rzeczycę i Tomaszów Mazowiecki, można także pojechać trasą Katowicką, skręcić na Tomaszów Mazowiecki, a tuż przed Tomaszowem na Radom, Inowłódz i Białobrzegi (Uwaga! To nie „te” Białobrzegi). Z Piaseczna i Otwocka najlepiej dojechać tam przez Grójec (tuż przed Spałą podają pyszną rybę). Z Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego dojazd tylko trasą Katowicką. Jedzie się około godziny, wycieczka jest bardzo atrakcyjna ze względu na świetną bazę turystyczną Spały, a poza tym znacznie bliższa niż wyjazd do Kazimierza Dolnego.
Kolce na ptaki
Tajemnice hitlerowskiego schronu Gabriel Maciejewski
Seria niewyjaśnionych zagadek
Schron położony jest w Konewce w pobliżu miejscowości Spała i Tomaszowa Mazowieckiego - wokół największe w środkowej Polsce kompleksy leśne; droga do bunkra wiedzie wśród wiekowych sosen i dębów ( godzina jazdy od odśnieżanie dachów łódź). Wszędzie cień, miejscami półmrok, pada drobny deszcz, który sprawia, że atmosfera wokół bunkra jest niesamowita i niepokojąca. Skryty wśród drzew bunkier nie robi początkowo wielkiego wrażenia, dopiero gdy próbuję go obejść, widzę jaki jest wielki - 380 metrów długości, ogromna góra betonu, mieścił się w nim pociąg złożony z siedemnastu wagonów. W środku półmrok, na ścianach słabe sodowe lampy rzucające upiorne światło na deski podłogi. Widać cienie kilku osób. Wydłużone i nieludzkie. Przy wejściu gra radio - staroświecki odbiornik, który na pewno pamięta spacerujących tu niemieckich generałów, z głośnika płyną dźwięki popularnych w latach czterdziestych piosenek. Radio gra cicho.
Z półmroku wyłania się postać obecnego opiekuna bunkra - badacza wojskowej architektury i historyka amatora - pana Juliusza Szymańskiego. Wchodzimy do środka, trzymając w rękach rzucające mocne światło punktowe latarki. Przy wejściu pan Szymański zaaranżował coś w rodzaju wystawy - dwie wnęki, a w nich hełmy, broń, resztki wojskowego wyposażenia. - Wszystko zostało znalezione w pobliżu bunkra - mówi Juliusz Szymański. W miarę, jak zagłębiamy się w półmroku, robi się coraz chłodniej, prowadzę ze sobą psa, sympatycznego i odważnego kundla. Wnętrze budowli robi wrażenie, nie jest to jednak wrażenie czegoś nadnaturalnego, po prostu ogromny schron zbudowany z wielkim rozmachem i znajomością wojskowej inżynierii. Wszystko jest normalne, przynajmniej do chwili, gdy dochodzimy do połowy długości schronu. Niepokój najpierw udziela się psu - zwierzę piszczy, szoruje brzuchem po ziemi i ciągnie mnie w stronę światła, do wyjścia. Skracam smycz i wlokę psa za sobą. Dochodzimy do krańcowej ściany, coś ociera mi się o twarz, cofam, gwałtownie głowę. - To tylko nietoperz - mówi pan Szymański - mamy tu największą w środkowej Polsce kolonię nietoperzy. Przyjmuję to wyjaśnienie, ale dziwne wrażenie pozostaje. -Staram się przyjmować sensacyjne informacje dotyczące schronu ze spokojem - mówi Juliusz Szymański - zdarzają się jednak takie przypadki, że spokój pryska. Przyjechało tu kiedyś, niezależnie od siebie, dwóch radiestetów, nie znali się i nie mogli się umówić przed tym, co się wydarzyło. Przyjechali zresztą w innych terminach - różnica mniej więcej dwóch tygodni. Obydwaj zemdleli w tym samym miejscu, tu gdzie teraz stoimy, przed krańcową ścianą. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ci ludzie nie widzieli się wcześniej na oczy. Był jeszcze inny przypadek; gościłem niedawno kilku angielskich turystów, zrobili sobie standardową fotografię przed jedną z wystaw wewnątrz bunkra. Dzwonili do mnie niedawno, że wokół głów na zdjęciu widoczna jest świetlista aura. Z tym miejscem wiąże się wiele zagadek, które mają całkowicie przyziemne konotacje i dają się wyjaśnić zwykłą logiką. Zdarzają się jednak i inne mniej „standardowe” przypadki. Głos Juliusza Szymańskiego odbija się od betonowych ścian bunkra i rozbrzmiewa wokół dziwnym echem. Nagle uświadamiam sobie, że prócz głosu mojego przewodnika słyszę coś jeszcze! Radio! Stare niemieckie radio gra cichutko frontową piosenkę „Lili Marlene“, a ja słyszę to z odległości 380 metrów! -Widzę, że i pan zwrócił uwagę na wspaniałą akustykę - mówi mój przewodnik. - To jeszcze nie wszystko. W bunkrze mamy stałą temperaturę powietrza, latem plus dwanaście stopni, a zimą plus sześć. Zapewniam pana, że nie ogrzewam tej ogromnej budowli.
Czy ukryto tu bursztynową komnatę?
-Byłbym ostrożny, jeśli chodzi o dotyczące bunkra sensacje natury "popularnej" - mówi Juliusz Szymański. Znam dobrze historię bunkra i wiem, że lepiej nie ulegać tego rodzaju sugestiom, na pewno nie w tym przypadku. To, co jest w tym schronie obecnie najbardziej interesujące, to zagadka podziemi. Chodzi o to, czy pod bunkrem są jeszcze jakieś korytarze, czy ich nie ma. Mam przeczucie, że coś tam jednak jest, choć wielu specjalistów twierdzi, że to niemożliwe. W niedalekiej przyszłości zamierzam dokładnie zbadać tę sprawę, na razie wolałbym nie ujawniać szczegółów. O tym, co znajduje się w podziemiach jednego z największych bunkrów w Polsce możemy dowiedzieć się wkrótce. Na razie nie ustają spekulacje dotyczące przeznaczenia i tajemnic tej budowli. -Wszyscy oczekują, że ten wielki kolejowy schron odsłoni swoje tajemnice - mówi Juliusz Szymański - ja wolę jednak powściągnąć emocje, przynajmniej na razie. Prawdziwe odkrycia mają wtedy zupełnie inny smak. Najłatwiej do bunkra w Konewce niedaleko Spały dojechać z Grójca - trzeba kierować się na Rzeczycę i Tomaszów Mazowiecki, można także pojechać trasą Katowicką, skręcić na Tomaszów Mazowiecki, a tuż przed Tomaszowem na Radom, Inowłódz i Białobrzegi (Uwaga! To nie „te” Białobrzegi). Z Piaseczna i Otwocka najlepiej dojechać tam przez Grójec (tuż przed Spałą podają pyszną rybę). Z Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego dojazd tylko trasą Katowicką. Jedzie się około godziny, wycieczka jest bardzo atrakcyjna ze względu na świetną bazę turystyczną Spały, a poza tym znacznie bliższa niż wyjazd do Kazimierza Dolnego.
Kolce na ptaki
Tajemnice hitlerowskiego schronu Gabriel Maciejewski